Fortuna kołem się toczy

Tutaj przeczytasz najnowsze informacje i możesz je komentować.

Moderator: Moderatorzy

Awatar użytkownika
...Aguśka...
Max Robviously Robsessed
Max Robviously Robsessed
Posty: 1950
Rejestracja: 15:54, ndz, 20.lis 2005
Lokalizacja: Będzin

Fortuna kołem się toczy

Postautor: ...Aguśka... » 13:07, wt, 21.kwie 2009

Ponieważ dawno... bardzo dawno nie było nic o Robercie postanowiłam dzięki artykułowi z onetu stworzyć nowy temat. Może pobudzi Was do dyskusji

http://muzyka.onet.pl/10172,1553566,0,2,wywiady.html

Fortuna kołem się toczy - dla Take That i Robbiego Williamsa
Take That znów są najpopularniejszym popowym zespołem w Wielkiej Brytanii, tymczasem Williams został przez brytyjską prasę obsadzony w roli dziwaka

Robbie Williams spadł z wysokiego konia. Człowiek, który sprzedał w Wielkiej Brytanii więcej płyt niż jakikolwiek inny solista (55 milionów), wygrał więcej nagród Brits (15) i sprzedał najwięcej biletów na koncerty w ciągu jednego dnia (1,6 miliona na trasę koncertową w roku 2006), został właśnie poinformowany, że nie jest mile widziany w zespole, z którego odszedł po kłótni w 1995 roku.

Że nie zrobił kariery w Ameryce, nie dziwi. Ma ten rodzaj osobowości, który rozumieją tylko Brytyjczycy. W USA jest oczywiście mnóstwo gwiazd równie aroganckich, wrażliwych i biednych, tyle że Amerykanie nie są przyzwyczajeni do robienia z tych cech głównych walorów. (…) Dla kontrastu, brytyjska publiczność uważa, że jego dziwactwa są urocze i czynią go bardziej ludzkim. Przez pewien czas (powiedzmy między rokiem 1998 a 2004) był u siebie w kraju niezaprzeczalnie największym artystą solowym.

Oprócz kontraktu z EMI Records opiewającego podobno na 80 milionów funtów, Williams zyskał uznanie przedsiębiorców pogrzebowych, którzy ogłosili "Angels" najpopularniejszym utworem na brytyjskich pogrzebach. Ta sama piosenka w 2005 roku wygrała specjalną, przyznawaną przez głosującą publiczność nagrodę Brit, jako najlepsza melodia ćwierćwiecza. Pomyślcie tylko – lepsza od wszystkich kawałków Stone Roses, Queen, The Jam, Blur… Takiego uznania nie zdobywa się samym tylko nagrywaniem dobrych płyt, tu wchodzi w grę coś bardziej osobistego.

Być może fani (w tym i ja) po prostu reagują na jego potrzebę bycia w centrum zainteresowania. Jak wiele sławnych osób jest egocentryczny, ale - inaczej niż większość - jest w tym zabawny. (…) Dzięki temu udało mu się reanimować dogorywającą karierę (po 18 byle jakich miesiącach plotkowano, że lada dzień straci swój kontrakt płytowy, i właśnie wtedy wypuścił fantastycznie sprzedające się "Angels"). W każdym wywiadzie prasowym i występie błyszczał dowcipem i bezczelnością, i nie przestał, dopóki nie przekonał do siebie publiczności.

Oczywiście, Williams okazał się też niesamowitym, charyzmatycznym artystą koncertowym – co nie było takie oczywiste, póki pozostawał jednym z pięciu członków Take That – i ma na koncie świetne, niezapomniane piosenki pisane wspólnie z Guy'em Chambersem, z którym tworzył team nie do pobicia.

Nie bez znaczenia było, że jego największy rywal to główny wokalista i autor piosenek Take That, Gary Barlow. Choć jego solowa kariera początkowo przyćmiła karierę Williamsa, sprawiał wrażenie kogoś trzeźwego i godnego zaufania, czyli miał cechy oczekiwane od premiera, ale nie od gwiazdy popu. Przy nim Williams wychodził na błyskotliwego i pełnego życia. Szybko odstawił Barlowa w kąt, gdzie ten pozostał aż do reaktywacji Take That w roku 2005.

Niestety, wygrana w tej bitwie nie wystarczyła Williamsowi. Nadal niepewny siebie, pomimo ogromnej rzeszy fanów, niezmordowanie znęcał się nad Barlowem i menadżerem Take That, Nigelem Martinem-Smithem. Barlow był "cipą z teczką", a Martin-Smith stał się bohaterem piosenki "No Regrets" ("Gdybym tylko mógł przestać cię nienawidzić/Było by mi cię szkoda"). Po prostu nie potrafił sobie odpuścić, nawet kiedy jego sukces daleko przerósł sukces zespołu. W 2006 roku napisał piosenkę "The 90s", w której tak uwłaczał Martinowi-Smithowi, że były menadżer pozwał go do sądu. Na albumie Rudebox piosenka pojawiła się już bez obraźliwego wersu.

Depresja i samotność są częstymi wątkami zarówno w jego muzyce, jak w życiu osobistym. (…) Osławione problemy z narkotykami po odejściu z Take That zostały pokonane, ale Williams spekulował, że zażywane dawniej ogromne ilości ecstasy trwale obniżyły jego poziom serotoniny (hormonu regulującego nastrój), przez co wpadł w chroniczną depresję. Najbardziej przygnębiony wydawał się u szczytu kariery, pisząc "Supreme" (z albumu "Sing When You're Winning", który w 2000 roku sprzedał 6 milionów kopii).
Koncerty w Knebworth latem 2003 roku, obejrzane przez 375 tysięcy fanów, z pewnością są momentem, do którego Williams będzie powracał próbując udowodnić wnukom, że był kiedyś gwiazdą rocka. Co ważne, uwielbiały go nie tylko młode dziewczyny. Na widowni było równie dużo facetów wyglądających, jakby właśnie wyszli z koncertu Oasis. Z pewnością nie cierpieli Williamsa kiedy był w Take That, ale ten ironiczny solista z problemami to była zupełnie inna historia. Jego ewidentne zaskoczenie, że jest tam gdzie jest, sprawiło, że wyglądał jak człowiek z tłumu, który po prostu miał niesamowity fart w życiu - ludzie go za to kochali.

Gdyby Williams rzucił wtedy muzykę, zostałby zapamiętany w najlepszej formie. Niestety, wart 80 milionów kontrakt z EMI oznaczał, że to nie wchodziło w grę. Nastąpił nieunikniony spadek sprzedaży. Zerwał zawodową współpracę z Guy'em Chambersem i wkrótce się przekonał, jak ta współpraca była ważna. Pomimo zaangażowania renomowanego autora Stephena Duffy'ego, następny album "Intensive Care" zebrał słabe recenzje, a kolejny, eksperymentalny "Rudebox" jeszcze gorsze. (…) Poza pojawieniem się na początku tego roku na singlu z holenderskim didżejem techno Sanderem Van Doornem, "Rudebox" był ostatnią muzyczną wypowiedzią Williamsa. Podobno zaczął wreszcie pracować z producentem Markiem Ronsonem nad albumem, który ma się ukazać pod koniec roku. Będzie musiał zrobić coś naprawdę spektakularnego, żeby odzyskać status i wymazać ze społecznej świadomości własny wizerunek jako brodatego łowcy UFO.

Było by oczywiście trochę łatwiej, gdyby Take That nie powrócili i nie ograbili go z uczuć publiczności. Pojawili się, kiedy był właśnie u szczytu arogancji, po tym jak wydał trudny "Rudebox", a potem odmówił choćby gościnnego występu z dawnym zespołem, pomimo usilnych próśb fanów. Skąd jednak mógł wiedzieć, że powrót zespołu będzie takim sukcesem? Ich dwie nowe płyty okazały się jednymi z najlepiej się sprzedających albumów dziesięciolecia, a bilety na trasę koncertową zostały wyprzedane w rekordowym czasie. Czy Williams potrafiłby jeszcze sam zapełnić stadion?

Take That pięli się w górę, a jego gwiazda gasła. W 2007 roku zgłosił się na odwyk z powodu uzależnienia od leków, tego samego dnia, którego Take That tryumfowali na ceremonii rozdania Brit Awards (co brukowce zinterpretowały jako próbę odwrócenia uwagi od byłych kolegów). Wszystko co robił było prezentowane jako dowód psychicznego upadku: gdy utył "The Sun" przyrównał go do schyłkowego Elvisa; kiedy ujawnił swoją słabość do kawy i papierosów, brukowce zinterpretowały to jako brak samokontroli. W tym samym czasie jego Nemezis, "cipa z teczką", zajmował pierwsze miejsca na listach przebojów.

Nikt nie wie, jak Williams się teraz czuje, bo od lat nie udzielił porządnego wywiadu. Obie strony twierdzą, że on i Take That znów ze sobą rozmawiają. (…) Barlow najwyraźniej wyklucza współpracę (pomysł nie podoba się fanom Take That), mimo że obie strony mogłyby mnóstwo na tym zarobić (dla orientacji, w ubiegłym roku The Smiths ponoć odrzucili ofertę 20 milionów funtów za zgodę na reaktywację).

Wygląda zatem na to, że Williams będzie musiał radzić sobie sam i zaplanować kolejne posunięcia w zależności od powodzenia nowego albumu. Przyczajenie się w Compton Basset, przegrupowanie sił i nowe piosenki, a potem niezbyt nachalny powrót na scenę może być właściwym rozwiązaniem. W przypadku Take That sprawdziło się znakomicie.




Słuchajcie całkiem niezły artykuł. Jak na polskie warunki...
Dyskusja mile widziana
Obrazek

Awatar użytkownika
Gringo
Robviously Robsessed
Robviously Robsessed
Posty: 570
Rejestracja: 17:48, śr, 28.mar 2007
Lokalizacja: Małogoszcz
Kontaktowanie:

Postautor: Gringo » 19:34, wt, 21.kwie 2009

Faktycznie ciekawy artykuł, a swoją drogą ja też odczuwam juz od jakiegos czasu, że Rob przez ostatnie 3 lata stracił baaaardzo wiele ze swojego statusu supergwiazdy.
A to że Take That wiedzie się ostatnio całkiem dobrze dało mu (mam nadzieje) pożądnego kopa motywacyjnego do pracy nad nowym albumem i wizerunkiem ( o chęci zmiany wizerunku ostatnio mozna było przeczytać kilka artykułów )
Musi czuć się bardzo zirytowany tymi wszystkimi negatywnymi opiniami nad Rudeboxem i po ,,puszczeniu w świat" In and out of love i Break America, myśle że jest na tyle rozsądny by nie powtórzyć tego błędu ponownie :|
A już czytając zdanie ,,Czy Williams potrafiłby jeszcze sam zapełnić stadion?'' ja tez się irytuje :?
Ja o niczym innym nie marze ( jak i miliony ludzi na całym świecie) tylko jak o zobaczeniu Wielkiego Robbiego Williamsa na żywo :!: :!: :!:

Początkowo tekst sprawia że fani są dumni ze swojego pupila, gdy wymieniane są jego sukcesy, to jak zostawił wszystkich w tyle i trafnie podane są lata 98-04 ( ja bym powiedział że do 2005, ale co za różnica :lol: ) później już reszta artystów sprawia że Rob jest jednym z wielu, ale co dziwnego jest w tym że Rob wierzy w UFO? (ja też wierze :wink: )

Jednak smutną prawdą jest to że po 2005 było już przeciętnie :? i jeśli teraz album też bedzie na poziomie dwóch ostatnich i nie osiągnie dobrych recenzji to bedzie to niestety koniec Roberta Petera Williamsa.


Aha na koniec mam pytanie : jak to jest z tą sprzedażą płyt -> te 55 mln to tylko w Brytani? I czy wiecie coś więcej o ilościach sprzedanych płyt na świecie, jakieś rankingi, który może być Rob?
Obrazek

Awatar użytkownika
Rogogon
Zaawansowana Robsesja
Zaawansowana Robsesja
Posty: 255
Rejestracja: 19:36, wt, 02.wrz 2008
Lokalizacja: helsinki

Postautor: Rogogon » 20:15, wt, 21.kwie 2009

Ja też mam nadzieję, że niepowodzenie Rudeboxa i sukces Take That da mu do myślenia i weźmie się za siebie. Fajny facet z niego, artysta świetny - szkoda żeby taka kariera się skończyła. Tym bardziej, że czytałam gdzieś (jak znajdę źródło to podam) jakiś czas temu wypowiedź Roberta Kozyry (czy Kozery?) - szefa Radia Zet; mówił, że do reklamy radia parę lat temu wzięli Madonne i Roba właśnie, bo to są "żywe legendy muzyki pop". Myślę, że nadal ma szansę nią pozostać, jeśli się oczywiście postara i przemyśli słowa krytyki kierowane pod adresem zwłaszcza jego ostatnich "dzieł".

btw, artykuł ciekawy i obiektywny, muszę przyznać :)
"Something beautiful will come your way..."

Awatar użytkownika
Kuba
Robviously Robsessed
Robviously Robsessed
Posty: 1241
Rejestracja: 12:56, czw, 18.sty 2007
Lokalizacja: Łódź
Kontaktowanie:

Postautor: Kuba » 20:43, wt, 21.kwie 2009

...Aguśka... pisze:Ma ten rodzaj osobowości, który rozumieją tylko Brytyjczycy.

Spoko, Polacy też. :P


...Aguśka... pisze:(po 18 byle jakich miesiącach plotkowano, że lada dzień straci swój kontrakt płytowy, i właśnie wtedy wypuścił fantastycznie sprzedające się "Angels")

Ach, oby i teraz było podobnie.


...Aguśka... pisze:na singlu z holenderskim didżejem techno Sanderem Van Doornem

Nie - Sander Van Doorn, tylko jakiś Misun Der Stood...


Nie chciałbym, by Rob wrócił do TT, i dobrze, że wcześniej też tego nie zrobił. Anglik powiedział, że piosenek takich jak Come Undone już nie dostaniemy... szkoda, w takim razie jakich powinniśmy się spodziewać na nowym krążku? Wszyscy chyba chcemy właśnie poziomu Escapology czy Sing When You're Winning.

Autor artykułu pisze, że Intensive Care zebrała słabe recenzje. Czy to prawda? Wielu moim znajomym bardzo się ona podobała, mi również. A Rudebox to już inna para kaloszy, choć...
Wiele piosenek z ostatniej płyty bardzo lubię. To nie jest kompletna porażka, po prostu jedna z wielu płyt. Jednak lepiej by było, by następny krążek nie nawiązywał do Rudeboxa.
Odszedłem z Forum, jednak dalej jestem (parafrazując moje pierwsze posty) Największym Fanem Robbiego Williamsa. Pozdrawiam wszystkich fanów, którzy nadążają za nowymi pomysłami naszego idola i po prostu mu ufają. Dystans do samego siebie (i do robsesji) jest ważny, jednak nie należy z nim przesadzać. Mam zamiar do końca życia nazywać Robbiego Williamsa swoim ulubionym piosenkarzem (a liczę, że jeszcze długo pożyję). Pozostaję jemu jak i Wam
szczerze oddany Kuba K
.

Awatar użytkownika
Ulka
Fan
Fan
Posty: 3
Rejestracja: 12:49, ndz, 11.maja 2008
Lokalizacja: Białystok
Kontaktowanie:

Postautor: Ulka » 20:50, wt, 28.kwie 2009

Gdybym miała wypowiedzieć się o ostatniej twórczości Robbiego, mam na myśli "Rudebox" czy też "Intensive Care" to byłoby to zadaniem trudnym. I o ile Rudebox nie było najlepsze (co nie znaczy, że złe ^^), to Intensive Care jest moją drugą ulubioną płytą, więc wypraszam sobie! "Sin, sin, sin", "Make me pure", "Adversting space" - te dwa utwory pokazują, jak wielostronnym jest artystą! A płytę ubóstwiam. Co do recenzji: proszę o przykład, ponieważ czytałam same pozytywne (:

W moim przekonaniu (opierając się na wywiadach, koncertach, tekstach, które pisze, piosenkach, które śpiewa) Robbie jest osobą chwiejną, fakt. Inteligentnym, bystrym, ironicznym facetem o specyficznym poczuciu humoru, który rozumieją tylko Brytyjczycy (i Polacy, oczywiście ^^).
No, i jest cholernie przystojny.
I w mojej małej naiwności sądzę, że bym go polubiła, gdybym go spotkała.

A co do koncertu: moje marzenie! ^^
Everything I touched was golden
Everything I loved got broken.

Stowarzyszenia Piórem Feniksa (www.piorem-feniksa.blog.onet.pl)

Awatar użytkownika
Agusia
Robviously Robsessed
Robviously Robsessed
Posty: 1021
Rejestracja: 19:16, pn, 12.lut 2007
Lokalizacja: Trójmiasto

Postautor: Agusia » 20:21, pt, 01.maja 2009

Koncert --> marzenie każdego użytkownika na tym forum xD
"I just wanna feel real love.." - Feel

Awatar użytkownika
Agusia
Robviously Robsessed
Robviously Robsessed
Posty: 1021
Rejestracja: 19:16, pn, 12.lut 2007
Lokalizacja: Trójmiasto

Postautor: Agusia » 20:23, pt, 01.maja 2009

A tak apropo wybaczcie że wcześniej mnie nie było,i że nie zaglądałam na forum. :( miałam kłopoty z komputerem ale wszystko już ok ; ))
"I just wanna feel real love.." - Feel

Evelina
Lekka Robsesja
Lekka Robsesja
Posty: 72
Rejestracja: 10:22, pn, 09.lip 2007
Lokalizacja: Kraków
Kontaktowanie:

Postautor: Evelina » 14:50, ndz, 03.maja 2009

Ja jestem przekonana, że Rob wróci jeszcze na szczyty list przebojów. Już nieraz „wróżono” mu przecież koniec kariery, a on udowadniał wszystkim na jak wiele jeszcze go stać. Osobiście uważam, że łatwiej jest osiągnąć sukces, popularność, niż potem każdym kolejnym albumem udowadniać swoją wielkość. A jemu się udawało! Ciężko pracował, nieustannie się rozwijał, eksperymentował z nowymi stylami, a równocześnie zachowywał swój własny, niepowtarzalny klimat. Może właśnie dlatego ludzie są tak krytyczni – Rob sam sobie „postawił wysoko poprzeczkę” i oczekuje się od niego coraz więcej. Wierzę, że ta jego nieobecność w mediach od jakiegoś czasu była potrzebna – i jemu, i słuchaczom, aby przemyśleć pewne sprawy. Jestem pewna że Rob swoim powrotem przypomni o sobie w wielkim stylu. :D

Awatar użytkownika
Kuba
Robviously Robsessed
Robviously Robsessed
Posty: 1241
Rejestracja: 12:56, czw, 18.sty 2007
Lokalizacja: Łódź
Kontaktowanie:

Postautor: Kuba » 19:50, ndz, 03.maja 2009

Ja też jestem coraz spokojniejszy. :) Nie wiem, dlaczego, ale mam po prostu przeczucie, że nowy album będzie naprawdę dobry.
Odszedłem z Forum, jednak dalej jestem (parafrazując moje pierwsze posty) Największym Fanem Robbiego Williamsa. Pozdrawiam wszystkich fanów, którzy nadążają za nowymi pomysłami naszego idola i po prostu mu ufają. Dystans do samego siebie (i do robsesji) jest ważny, jednak nie należy z nim przesadzać. Mam zamiar do końca życia nazywać Robbiego Williamsa swoim ulubionym piosenkarzem (a liczę, że jeszcze długo pożyję). Pozostaję jemu jak i Wam
szczerze oddany Kuba K
.

Awatar użytkownika
ilonka:)
Lekka Robsesja
Lekka Robsesja
Posty: 66
Rejestracja: 20:01, wt, 25.mar 2008
Lokalizacja: Olsztyn
Kontaktowanie:

Postautor: ilonka:) » 20:25, ndz, 03.maja 2009

też tak myślę...
Ten Trevor Horn wydaje się być solidną firmą... chociaż znam gościa tylko z wikipedii :)
Obrazek

Jupus5

Postautor: Jupus5 » 17:58, sob, 16.maja 2009

Evelina pisze:Ja jestem przekonana, że Rob wróci jeszcze na szczyty list przebojów. Już nieraz „wróżono” mu przecież koniec kariery, a on udowadniał wszystkim na jak wiele jeszcze go stać. Osobiście uważam, że łatwiej jest osiągnąć sukces, popularność, niż potem każdym kolejnym albumem udowadniać swoją wielkość. A jemu się udawało!..........


Evelino, jesteś moją bohaterką. :lol: Zgadzam się, nie czas jeszcze by przestać w niego wierzyć. :wink:

Ulka pisze:który rozumieją tylko Brytyjczycy (i Polacy, oczywiście ^^).


Niemcy chyba też Ulko :wink: Powiedziałbym, że nawet bardziej niż Polacy. Jestem tego nawet pewien...:wink:


Ulka pisze:Co do recenzji: proszę o przykład, ponieważ czytałam same pozytywne (:


Najwięcej jest recenzji średnich ( przynajmniej po śledzeniu tych w internecie :wink: ) Tzn nikt nie może zaprzeczyć iż teksty i melodie są dobre, ale jako że nie są to typy radiowych hitów, tylko bardziej osobiste kawałki, które w szczególności są kierowane dla fanów jego osoby, większość zarzutów jest więc spowodowana odmiennym gustem recenzentów, bądź po prostu tym, że utwory ich nie chwyciły. Cóż, tyle ile ludzi, tyle gustów, więc nazwanie IC porażką przez osoby, których kawałki nie chwyciły byłoby bardzo nie na miejscu gdyż są one po prostu dobre. A to czy się podobają czy nie, to już jest każdego osobista sprawa.:wink:


Wróć do „Newsy”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Bing [Bot] i 1 gość

cron