Robbie - Wodnik

Prasa oraz kalendarze, książki, pocztówki, specjalne wydania itp.

Moderator: Moderatorzy

Awatar użytkownika
stokrotka1989
Max Robviously Robsessed
Max Robviously Robsessed
Posty: 2703
Rejestracja: 12:37, pn, 15.lis 2004
Lokalizacja: Kalisz
Kontaktowanie:

Postautor: stokrotka1989 » 16:47, pn, 14.sie 2006

no a do mnie nic prawie nie pasuje :P
hm, na caly tekst tylko dwie rzeczy- instyktownie szuka przyjazni wsrod zdecydowanie starszych od siebie (prawda, z mlodszymi sie nie dogaduje, w moim wieku bywa roznie, moja najlepsza przyjaciolka jest starsza, facetow tez wole starszych, nawet duzo ode mnei)
i ze szczesliwy kwiat to stokrotka. nie wiem, w jakim sensie kwiat moze byc szczesliwy, ale to moj ulubiony, wiec moze cos w tym jest.

a tak, to wroce do tych imion, opis jest zupelnym przeciwienstwem opisu mojego imienia ;)

Awatar użytkownika
ksiolka
Robviously Robsessed
Robviously Robsessed
Posty: 1492
Rejestracja: 15:00, czw, 05.sty 2006
Lokalizacja: z Krakowa:)
Kontaktowanie:

Postautor: ksiolka » 09:28, wt, 29.sie 2006

Ciekawe czy to ze Pluton zostal oficjalnie wyzucony z grona wielkich 9 i przemianowany na planete karłowata zmienia cos w horoskopie :roll: chyba nie :roll:
www.pajacyk.pl www.polskieserce.pl

My StYlE
is di bom
digi bom di
deng di deng
digi digi

Awatar użytkownika
Agnieszka
Robviously Robsessed
Robviously Robsessed
Posty: 1144
Rejestracja: 18:47, pn, 31.lip 2006
Lokalizacja: Krosno
Kontaktowanie:

Postautor: Agnieszka » 19:43, pt, 01.wrz 2006

hihihi właśnie przeczytalam swoj horoskop - Lew :hahahahaha: Dużo fajnych rzeczy o sobie sie dowiedzialam i niektore dopiero teraz mi ten horoskop uswiadomil i zgadza sie :D dziekuje Ksiolka :przytul:

Awatar użytkownika
Anek
Fan
Fan
Posty: 41
Rejestracja: 08:29, czw, 21.kwie 2005
Kontaktowanie:

Mój portret Roberta- Wodnika

Postautor: Anek » 16:50, wt, 26.lut 2008

Witam wszystkich forumowiczów. Już od kilku miesięcy zbieram się do napisania kilku słów o Robbiem, ale ciągle brak mi odwagi. Inspiracją do napisania tego wszystkiego był wywiad przeprowadzony z jakąś panią, który jak ktoś na forum określił był specyficzny, bo między Robbiem a tą kobietą była jakaś nić, która podobno stworzyła niepowtarzalny klimat. Ja z kolei stworzyłam Jego portret, na podstawie pewnego człowieka, który swego czasu zrobił na mnie piorunujące wrażenie i tak do dziś pozostało, pomimo, że kontaktu „oko w oko” już nie ma. Czuje ogromny strach, że nie będę potrafiła ubrać wszystkiego w odpowiednie słowa. Jednak postanowiłam zaryzykować. Najpierw poczytałam kilka wywiadów i recenzji o Robercie jeszcze raz, aby pamięć odświeżyć. Potem pewnego samotnego wieczoru zaczęłam wspominać, jak to było w mojej poprzedniej pracy i kto w niej BYŁ. Właśnie. BYŁ. A szkoda, bo byłoby zabawnie- bo jeśli ma się do czynienia z taką osobą, a konkretnie z takim Mężczyzną- to wielka strata zmieniać pracę. Ale stało się i pozostały niezapomniane wspomnienia…Zacznę od początku.
Jestem zodiakalną Lwicą, typowo zodiakalną. Wszystko co piszą w horoskopach na temat Lwów- odnosi się do mojej osoby. Moim przyjaznym znakiem zodiaku jest m.in. Wodnik. (Ale ja dopiero teraz na oczy przejrzałam, bo wcześniej ten temat jakoś mnie mniej interesował.) Otóż miałam przyjemność spędzić kilka dobrych miesięcy w towarzystwie Pana F. Wodnika. Wpisz-wymaluj Robert. To jest dziwne i niesamowite. Na samą myśl o tym robi mi się gorąco, a co najgorsze- nic na to nie poradzę.
NAJPIERW ROZMOWA KWALIFIKACYJNA
Odbyła się dokładnie w Jego urodziny. Ubrany w dobre markowe dżinsy, sweter w romby i skórzane mokasyny. Niby elegancko a jednak…jakoś tak na luzie. Sprawiał wrażenie, jakby wiedział o mnie wszystko. Niby poważny, ale cholernie sympatyczny i z uśmiechem na twarzy, którego nie mógł stłumić. Dobry humor dopisywał Mu w ten dzień. Padły pytania co potrafię i ble ble ble….
”-A czy ma pani jakieś zainteresowania?”
„-Tak, mam.”
„-Jakie?”
„-Przede wszystkim muzyka, czytanie książek, zwierzęta- bo je uwielbiam, zwłaszcza psy. „-O! A czego Pani słucha?”
No cóż, mówię, że:
„-Gunsn Roses, U2, Meat Loaf, Bon Jovi i wiele, wiele innych, a z takich autentycznych to….yyyy, hmmm no cóż, nie ma za bardzo w czym wybierać- co prawda jest jeden wokalista, któremu trzeba trochę uwagi poświęcić- ale wolałabym zachować to dla siebie”. „-Ok., w porządku, lubi pani psy?”
„-Tak, uwielbiam zwierzęta, psy w szczególności”.
„-No cóż….w takim razie widzimy się jutro?” Patrzył na mnie świdrującymi oczkami i czekał na odpowiedź.
„-Tak, oczywiście- do jutra, bardzo dziękuje”.
„–A może zostałaby Pani dziś do końca dnia…eee….poprzygląda się Pani co i jak, zobaczy to i owo- jak sprawy wyglądają..?”
„-Yyy, w porządku”.
No i zapoznał mnie z „firmą”, znaczy się jakimś cudem wyłudził ode mnie kilka informacji z mojego życia, a mnie się to wcale nie spodobało. Bo o sobie nie mówił NIC.
Miał gesty jakieś takie zdecydowane, ale nie władcze. Mówił spokojnie, ale interesująco. Przedstawiła mi same istotne rzeczy. Żadnych drobiazgów. Od czasu do czasu jakiś mały żarcik dla rozluźnienia atmosfery. Uśmiech z Jego twarzy nie schodził. Myślę sobie- ten człowiek jest rozsądny.
ZIMA ZŁA
Sroga zima dała się we znaki chyba wszystkim. Opatuleni, szukający ciepła pracownicy wpadali do firmy i czuli ulgę, że już dotarli. Mnóstwo filiżanek, łyżeczek tuczących się na przemian grało super melodię, gdyby się tak wsłuchać… No jest i szef! CHORY!!! Matko Kochana, świat się zawalił. Fakt faktem, jak się później okazało, w przypadku jakiejkolwiek choroby Pan F. jest nie do życia. Kicha, psika i pije hektolitry „herbaty TETLEY koniecznie z sokiem malinowym, jakby był” Smęcił się cały dzień, miałam wrażenie, że włóczy nogami jak stary pies, nic nie był w stanie zrobić, bo przecież jest CHORY. Ciągle tylko słyszałam „ O Jezu, o matko, i nagle:
„-Pani Aniu, mnie już dziś nie będzie. Jakby co to proszę dzwonić na komórkę”.
Ulotnił się w sekundę i już Go nie było. Nawet małe dziecko nie robi takich scen w czasie choroby. Gwarantuję.
DZIEŃ ZA DNIEM BŁĄDZI
Z każdym dniem było coraz lepiej, milej… Wpadał rano do firmy rozpromieniony, a powietrze robiło się lżejsze. Nie przesadzam. Gama Jego przeróżnych perfum i koszul zmieniała się jak w kalejdoskopie. A wszystkie baby dostawały apopleksji (po kątach rzecz jasna). Wiele rozmów było na Jego temat. Niemożliwie idealny- przynajmniej w moim odczuciu. Zawsze świetny żart i niecodzienne komplementy, takie inne- jedyne w swoim rodzaju. Nie jakieś tam pierdoły w stylu: ładnie Pani dziś wygląda. I jeszcze ta swoboda wypowiedzi, mówił je tak, jakby to było coś zupełnie normalnego- taka kolej rzeczy, która ma się stać w ciągu dnia. A co najlepsze- to się nigdy nie nudziło. Do dziś nie wiem jak On to robił. Potrafił wytworzyć wokół siebie taką atmosferę, która w zależności od tego czy chciał czy nie- była fajna, albo nie. Nigdy nie miał napadów furii. Nigdy na nikogo nie wrzeszczał. Ale sytuacje czasem Go przerastały. Wiedział o tym, ale był sam ze sobą. Nikomu się nie zwierzał z niczego. I przez to całe otoczenie, chciało być dla Niego pomocne. Użyteczne przynajmniej w jakimś malutkim stopniu. Ja też…
NO TO POZNAJMY SIĘ LEPIEJ…
Trochę zmienił podejście do pewnych rzeczy. Stres, stres i jeszcze raz stres. Jeden dzień w Kopenhadze (ni z tego ni z owego, bo klient tak zażądał) drugi dzień w Warszawie. Zaczął palić. Miałam z Nim naprawdę dobry kontakt, więc postanowiłam, że może by tak spróbować Mu powiedzieć po prostu „ niech Pan nie pali”, ale jak już się zdecydowałam- to wiedziałam, że to bez sensu. Miał taką siłę przebicia swoją osobą, że nawet mnie Lwicy ciężko było. Pewnego dnia zaraz rankiem, jak to zwykle zapytał:
„-To co Pani Aniu, napijemy się razem kawy? Ja zrobię.”
Więc powiedziałam sobie, że wezmę się w garść i wreszcie Mu powiem co na ten temat myślę. Jak przyszło co do czego to wydusiłam z siebie ledwo tyle, że od dziś nie pije kawy. Bo to toksyny i że oczyszczam organizm, bo idzie wiosna i chcę coś dla siebie zrobić. Jak usłyszał tak powiedział:
„-Jedna kawa ze mną, to przecież nic strasznego, niech mi Pani wierzy że są o wiele gorsze rzeczy niż kawa.”
No to ja na to że chce się oczyścić, że zmieniam dietę itp., itd., na co On:
„-Pani??? Z figurą modelki???”
Znów ten uśmiech…traki zadziorny i cholera- zwycięski . Skończyło się to…kawą. To całe przekonywanie Go- im dłużej trwało tym było większym nonsensem. Pomimo, że robił źle, to jednak ja miałam wrażenie , że robię z siebie głupią. I tu nie chodzi o kawę i o to że nie mogłam się przez niego oczyszczać. Tylko o to coś co miał w sobie, co sprawiało, że całe myślenie się zmieniało. Pewne rzeczy przestawały być ważne, schodziły na dalszy plan. Nagle oczyszczanie przestało mieć sens, kawa lepiej smakowała, a wiosna i tak nadeszła.
ZMIENIAM IMAGE
W związku z nadejściem wiosny, postanowiłam zmienić fryzurę. Burza moich naturalnych loków przeobraziła się w proste brązowe włosy i w dodatku z grzywką. A więc maszeruję sobie do pracy odmieniona i prawie każdy udaje, że nic nie widzi. PRAWIE. Bo szanowny Pan F. Wodnik wpada tym swoim zawrotnym tempem w nowym płaszczu od Zary (płaszczyki były na porządku dziennym) i ………
”-Jezu! Pani Aniu! Ale Pani świetnie wygląda!!!
I znowu ten wzrok…mnie paraliżuje, a on cóż tu mówić, ni z tego ni z owego zabiera się do pracy. Tak mija parę godzin, aż w końcu jestem zmuszona iść do Niego do gabinetu i pozałatwiać kilka spraw. Nie żebym narzekała, ale już wiedziałam co będzie. A więc najpierw rozmowa o sprawach bieżących.
„-Pani Aniu ufam Pani, wiem ze Pani to dobrze zrobi, zrobi Pani tak jak będzie uważała za stosowne i na pewno będzie dobrze, a co do fryzury to wygląda Pani fantastycznie! Ma Pani taką drobną twarz, to naprawdę super wygląda i jeszcze ta dziewczęca uroda….”
Na następny dzień ledwo wszedł przez próg, a już oznajmił „Pani Aniu, nowa szminka wygląda bosko. Usta są takie wyraźne, na pierwszym planie”…
Skąd u licha wiedział, że jest nowa??? Miała taki sam odcień jak stara, ale tamta się zużyła.
Nie chcę, żeby mnie ktoś źle zrozumiał- nie chodzi mi o to, żeby wypisywać jakieś bzdury, które działy się w moim życiu i pracy. Nie mniej jednak jest to dla mnie cholernie istotne, bo takie relacje się nie zdarzają, albo jeśli już to bardzo rzadko. Pozostaną w głowie czy się tego chce czy nie. Sposób bycia i gesty przypominają mi R. I mam podstawę, żeby tak myśleć. Ale to później.

WIOSNA PEŁNĄ PARĄ
Z natury jak świeci słońce, to jestem szczęśliwa. Nie ma słońca- to nie jestem. Proste! Tego dnia świeciło słońce. Wczoraj dostałam od mamy rajstopy w malutkie romby. Jak znalazł. Zmierzałam w stronę naszej kamienicy w spódnicy- dla odmiany. I nowy dzień się zaczyna. On już jest. Idzie zamaszystym krokiem w różowej koszulce i lnianych spodniach.
„-Witam Panią Pani Aniu!”
I mierzy mnie wzrokiem z góry do dołu i z dołu do góry- wcale tego nie ukrywając. Ocenia mnie wg swoich kryteriów. Ale już nauczyłam się patrzeć mu prosto w oczy. Więc tak sobie razem patrzymy zaraz z rana, w pewnej chwili On wybucha śmiechem i mówi; „-Fajna koszulka, ma ładny kolor, pasuje do tej białej pod spodem, a jak tamte dokumenty dla pana X.?”
„-Yyy, są przygotowane u Pana na biurku.
„-Acha, to wspaniale.” A po chwili dodaje:
„-Czyli co, do pracy Pani Aniu?”
„-Taaak, jasne Panie F.”
Dziś ciężko pracował. Potrafił się zamknąć w swoim pokoju (albo wtedy pracował pełnymi siłami, albo pochłonięty najnowszą grą pobijał wszelkie rekordy) i nie pokazywać się aż do….pory obiadowej. Codziennie wychodził coś zjeść. Kiedyś zadzwoniła chyba jego mama:
„-O Jezu, wspaniale- naleśniki, Jadę! Tak, tak, będę za 10 minut”.
Ale dziś wymyślił sobie, że najpierw ze mną pogada. A więc: że ładna pogoda, że można by było gdzieś wyjechać i zaczął opowiadać o tym jak to Jego kolega ma węża i gdzieś się im kiedyś zapodział i że okazało się, że była jakaś luka w panelach.
„-I się tam skubaniec schował i wyobraża sobie Pani, że yyy, że………….przepraszam Pani Aniu ale ma pani dziś takie rajstopy, że nie pamiętam co chciałem powiedzieć, Jezu przepraszam- naprawdę.”
I znowu ten niemożliwy uśmiech. Tak więc ja pękałam ze śmiechu i On też. Potrafił śmiać się sam z siebie, a za chwile przestać i przejść do spraw ważnych, to znaczy takich, które przyniosą mu jakieś korzyści- konkretnie pieniądze. Lubił je mieć i wcale tego nie ukrywał. Były Mu potrzebne do tego, żeby dobrze wyglądać, mieć dobry samochód i mieszkanie- generalnie do tego żeby żyć na poziomie. Z jednej strony odbierało się Go jako człowieka, któremu potrzebne są w życiu te wszystkie wyznaczniki dobrego poziomu życia, ale ja jednak wiedziałam, że to wszystko jest traktowane przez niego zupełnie zwyczajnie. Nie obchodził się z samochodem jak a jajkiem. Był to był- byle był dobry i drogi, ale nie oznaczało to że będzie autko szanował aż do śmierci. Potrafił się cieszyć z tego co ma i zarazem chciał więcej. Był cholernie pomocny dla mnie. Pamiętam tylko jeden dzień, kiedy ktoś wyprowadził Go z równowagi. Wtedy nie było dobrze. Poszedł sobie kawę zrobić sam, z nikim nie rozmawiał. Zaczął palić niemiłosiernie dużo. Chodził wściekły, ale potrafił się usunąć na bok, żeby kogoś nie urazić. I tak wszyscy chcieli Mu pomóc, tylko że on nie chciał. Nie zwierzał się z kłopotów, czy porażek które poniósł, ale był ich świadom i myślał o nich- to było widać. Nawet jeśli o coś pytał, czegoś potrzebował, to i tak myślami był gdzieś indziej. W innym świecie- w swoim świecie, do którego nikt nigdy wpuszczony nie został.

CHYBA PRAWDA WYSZŁA NA JAW
Nie wiem co mnie podkusiło, żeby sobie wstawić na pulpit w pracy zdjęcie R. Specjalnie wybrałam takie czarno-białe, zaciemnione trochę i myślę sobie: o! tu Go nikt nie pozna, a mnie się będzie lepiej pracować. Tak więc pracuję ciężko od samego rana, pracy w cholerę i nie zwracam uwagi na mój monitor, tylko przełączam, przyciskam- skoncentrowana na tym co robię, żeby się przypadkiem nie pomylić- aż nagle słyszę za sobą:
„-Ooo lubi Pani Robbiego Williamsa???”
Nie wiem kiedy podszedł, ale tak mnie to podcięło i zmieszało, że nie wiedziałam co powiedzieć. Nie dość, że mam przyciemniony monitor i zdjęcie takie niewyraźne, to Ten go rozpoznał. No więc dzielnie stawiam czoła sytuacji i mówię półgłosem, że tak owszem to jest Jego zdjęcie.
„-No, ale czy Pani Go lubi???”
„-No…tak, ma fajne płyty i jeszcze lepsze koncerty”. Już czułam, że palą mi policzki.
„-O to świetnie, bo wie Pani- ja sobie kupiłem kilka jego płyt. (Tu prawie spadłam z krzesła). Mam jakiś zapis koncertu na DVD, wczoraj oglądałem- naprawdę jest bezdyskusyjnie świetny. Teraz jakieś najnowsze się ukazało. Ale to fajny facet jest, kobiety mówią, że jest przystojny i dobrze wygląda, a jak Pani sądzi?”
„-No cóż, faktycznie wygląda w porządku, znaczy się całkiem nie źle”.
Nie chce nawet myśleć, jaką miałam minę i jak wielkie oczy, w każdym razie na pewno wyglądałam głupio. Miejscowy paraliż, sama nie wiem na czyim punkcie. Nigdy bym nie uwierzyła, że taka osoba może znać Jego muzykę. Ale mnie w końcu oświeciło. Takie niepoprawne żarty, szelmowski uśmiech, rozwalający na części pierwsze moją osobę, ten chód, zamaszysty, zdecydowany… Zapatrzony w siebie i jednocześnie widzący wszystko dookoła. Baczny obserwator, nawet lepszy ode mnie (cholera jasna). Czasem mówił o rzeczach, które mogą się zdarzyć, jakby był prorokiem. Palił te świństwa, jeden za drugim w zamyśleniu takim, że nikt nie odważył się Mu przeszkadzać. Nie sposób było odgadnąć o czym myśli, szkoda… Jego wyraz twarzy przypominał czasem jakiś pomarszczony materiał, by chwile potem się „rozprasować” i znów wyglądać świeżo. Potrafił wprawić mnie w dobry humor dosłownie w kilka chwil, jakby odgrywał swoją rolę, ale zaraz potem robił się śmiertelnie poważny i wracał do pracy, tzn. wtedy kiedy już mi było lepiej. Uznał, że zadanie spełnione, więc pora się ulotnić.
PROSZĘ O POMOC
No i stało się. Moje ulubione, najukochańsze psisko na świecie dostało jakiegoś ataku i mnie ugryzło. Moja wina. Zamiast zostawić psa jak jest zmęczony i wybiegany, to ja rzecz jasna- głupia- nie mogę! No i mam za swoje. Odgryziony kawałek skóry na nosie. Niech to szlag. Trzeba do szpitala. Siostra wrzeszczy, że się to ładnie nie zrośnie. Więc dzwonię po mojego chłopaka i jedziemy na pogotowie. Jestem w lekkim szoku. Cała się trzęsę. Zimno mi i boję się. Lekarz mówi, że rana jest duża i że trzeba będzie poczekać, bo musi być szycie. I bach! O mało co nie padłam jak stonka. Zanoszę się szlochem z własnej głupoty, nagle uświadamiając sobie, że jest 21.40 i do pracy jutro w takim stanie na pewno nie pójdę! No więc do kogo dzwonię? Do Pana F. Wodnika. Staram się nie lamentować i mówić spokojnie, ale mam takiego stracha, że kiepsko mi to wychodzi.
„-Jest Pani z kimś?”
„-Tak, z chłopakiem, ale Panie F., ja jutro się niestety w pracy nie pojawię, nie ma Pan nic przeciwko???”
„-Pani Aniu, nie mam nic przeciwko, proszę się nie przejmować i nie denerwować”. Usłyszałam jeszcze kilka historii na temat szycia, że to nic nie boli i nie ma się czego bać. I żebym uwierzyła, bo mówi prawdę. Akurat- sobie myślę. Straciłam poczucie czasu, gadałam wtedy jakieś 40 minut. A szycie „na żywca” faktycznie nic nie boli. Jak się tylko w pracy pojawiłam, to czułam się żałośnie w tym cholernym bandażysku. 4 szwy na nosie. Pierwszy raz w życiu w szpitalu, nie licząc własnych urodzin. Wraz z pojawieniem się Pana F. w firmie, jakoś wszystko nabrało sensu od nowa.
„-Pani Aniu, przecież nos jest cały”
„-No tak, ale są szwy i pewnie zostanie blizna, trudno- będę naznaczona”
„-Eee tam, śladu nie będzie, zobaczy Pani. Żadna blizna nie jest w stanie Pani oszpecić”. Wraz z kilkoma miesiącami, regularnie co jakiś czas nie zapominał o tym, żeby mi przypomnieć, że nic nie widać. Stawał zbyt blisko i przyglądał się uważnie, albo tylko tak udawał.
„-Ale faktycznie- już prawie śladu nie ma.”

POWIEM CI KIM JESTEM
„Panie F. czy może Pan podejść i podpisać dokumenty?”
-„Tak Pani Aniu, już dochodzę!”……………….. Nie wiem czy to było zamierzone, w każdym razie potem chyba zorientował się, co powiedział. Ja padałam przy swoim biurku, a On przy swoim śmiał się do rozpuku. No i wyobraźcie sobie, że właśnie podchodzi podpisać te dokumenty, taki szczęśliwy że udało mu się znowu tak palnąć.
Jakoś koło południa wywiązała się rozmowa na temat małżeństwa. Pracownica chwaliła się, że jest w trakcie organizacji swojego ślubu. Cała szczęśliwa i promienna, myślała, że świat zawojuje tymi opowiadaniami, ale tylko tak myślała. Mnie to nudzi. Nie czuję tego, po prostu. Nie chce całej tej otoczki, błogosławin i innych bzdur. Nie twierdzę, że to bez sensu, ale jeszcze tego nie czuję. Może nie dorosłam, wszystko jedno. Nie mniej jednak nie chciałam się na ten temat wypowiadać, bo po co robić zamieszanie. Jego reakcja była taka, jak się spodziewałam…pokiwał głową, wysłuchał, wypytał się czy będzie Pani Jakaśtam gotować obiadki itd., znowu wysłuchał i pokiwał głową, uśmiechnął się trochę nawet kpiąco, jakby z góry wiedział, że takie układy nie zdają w życiu egzaminu. Wszelkie obiecanki, cacanki z latami gdzieś bledną, a potem ich nie ma. Niby miał kogoś, traktował Ją bardzo kulturalnie, zawsze miło i patrzył na Nią uważnie, ale to wszystko. Na wieść, że kilka dziewczyn zaszło w ciążę- wybałuszył oczy. Jakby to było coś dziwnego. Sama świadomość, że powiększają się brzuchy, a w nich rośnie mały człowiek, była dla Niego jakaś niewytłumaczalna. Kręcił głową z niedowierzaniem. To nie Jego klimat. Tak jest i teraz. Cóż mogę dodać jeszcze od siebie? Chyba to, że pewnych rzeczy Pan F. nie mówił dosłownie, ale w domyśle. Fajne było takie zastanawianie się „co poeta miał na myśli”. Czasem zaczynałam coś mu tłumaczyć, jak widzę pewne rzeczy, a On tylko „wiem, Pani Aniu, wiem”. Ktoś z Was jest w stanie porozumieć się z drugą osobą bez słów? Ja tak miałam.
Ufff,….dzięki za uwagę 

Sugar Sweet

Postautor: Sugar Sweet » 20:17, wt, 26.lut 2008

Ojej stasznie dużo. Ale przeczytałam wszystko. Trochę to dziwne, czasami się uśmiechałam, bo było zabawnie. Ale super, że znasz taką osobę.
Ja znam osoby z którymi mogę porozumiec się bez słów. Jedną jest np moja siostra. Innym razem koleżanka. Tak odnośnie ostatniego pytania. Ale nigdy nie spotkałam faceta, z którym mogę to zrobic (bez skojarzeń). Może mam za mało znajomych facetów :roll: może powinnam szukac ich wśród wodników :wink:
Teraz mi się przypomniało, że rozumiem się dobrze z moim bratem ciotecznym wodnikiem a jakże urodzonym dokładnie... 13 lutego :wink: on ma duże poczucie humoru i wiecie co? Coś w tym jest. :lol:

Awatar użytkownika
Morris Moss
Robviously Robsessed
Robviously Robsessed
Posty: 1427
Rejestracja: 23:06, pn, 26.lut 2007
Lokalizacja: Księstwo Łowickie

Postautor: Morris Moss » 20:27, wt, 26.lut 2008

Długie... czyli na pewno ciekawe... ale lekturę muszę odłożyć na piątek. :(

Awatar użytkownika
Agatka
Zaawansowana Robsesja
Zaawansowana Robsesja
Posty: 288
Rejestracja: 20:31, ndz, 10.cze 2007
Lokalizacja: Wrocław

Postautor: Agatka » 12:30, śr, 27.lut 2008

Ja też jestem Lwica, ale do mnie ten horoskop szczerze mówiąc średnio pasuje :roll:
Choćbyśmy cały świat przemierzyli w poszukiwaniu piękna, nie znajdziemy go nigdzie, jeśli nie nosimy go w sobie.

Bądź moim aperitiv, rozpal zmysły, żeby życie smakowało lepiej.

Awatar użytkownika
Anek
Fan
Fan
Posty: 41
Rejestracja: 08:29, czw, 21.kwie 2005
Kontaktowanie:

Postautor: Anek » 16:23, pt, 29.lut 2008

Ooo fajnie, że ktoś odpowiedział na moje wypociny, przynajmniej na marne nie poszło- nie tak jak w "naszych dziełach" :(, bo tam jakoś chyba się mało postarałam :)))

Awatar użytkownika
Morris Moss
Robviously Robsessed
Robviously Robsessed
Posty: 1427
Rejestracja: 23:06, pn, 26.lut 2007
Lokalizacja: Księstwo Łowickie

Postautor: Morris Moss » 23:31, pt, 29.lut 2008

Kurde... genialne to było! :lol2: Tylko w necie to się niewygodnie czyta. Pomyśl może o tym, żebyśmy mogli to normalnie czytać. :wink: Wiesz o co mi chodzi?
A jeżeli chodzi o horoskopy i takie tak, to ja jestem już tutaj kolejną osobą spod znaku lwa. Horoskopów ja nie czytam :twisted: , bo nie przepadam za nimi, uważam, że to totalne bzdury są. Wiadomo chłopak... Mimo to czasami się zdarza, że ktoś na siłę uszczęśliwia mnie czytając mi horoskop. Bardzo mnie to denerwuje, ale przeważnie jest tak, że sporo rzeczy się sprawdza... :galy:
Jeśli chodzi o porozumiewanie się bez mowy, to tak w zasadzie, aż tak bardzo nie zastanawiałem się nad tym czy mam takie osoby. Bo wiadomo, że chłopaków to nie kręci... :wink: Ale poza mamą, tatą i bratem myślę, że znam jeszcze dwie takie osoby.......

Awatar użytkownika
Anek
Fan
Fan
Posty: 41
Rejestracja: 08:29, czw, 21.kwie 2005
Kontaktowanie:

Postautor: Anek » 12:25, sob, 01.mar 2008

WOW dzięki :lol: może pomyśle żeby trosze wiecej pisać, jakby co to jest też coś ode mnie w "naszych dziełach"... :) :lol2:

Gość

Postautor: Gość » 19:46, sob, 01.mar 2008

to jest świetne :D na prawdę :D pisz :) masz talent :D

ja tez lew jestem :D w horoskopy nie wierze, a co do porozumiewania się bez słów to są takie osoby :D trzy :D

Awatar użytkownika
Kuba
Robviously Robsessed
Robviously Robsessed
Posty: 1241
Rejestracja: 12:56, czw, 18.sty 2007
Lokalizacja: Łódź
Kontaktowanie:

Postautor: Kuba » 21:54, sob, 01.mar 2008

Jestem strzelcem, a najlepiej porozumiewam się z... lwami i strzelcami. :D
Odszedłem z Forum, jednak dalej jestem (parafrazując moje pierwsze posty) Największym Fanem Robbiego Williamsa. Pozdrawiam wszystkich fanów, którzy nadążają za nowymi pomysłami naszego idola i po prostu mu ufają. Dystans do samego siebie (i do robsesji) jest ważny, jednak nie należy z nim przesadzać. Mam zamiar do końca życia nazywać Robbiego Williamsa swoim ulubionym piosenkarzem (a liczę, że jeszcze długo pożyję). Pozostaję jemu jak i Wam
szczerze oddany Kuba K
.

Gość

Postautor: Gość » 15:07, ndz, 02.mar 2008

O Kmieciu :D
to chyba się dobrze porozumiewamy :D

Awatar użytkownika
Agatka
Zaawansowana Robsesja
Zaawansowana Robsesja
Posty: 288
Rejestracja: 20:31, ndz, 10.cze 2007
Lokalizacja: Wrocław

Postautor: Agatka » 07:34, pn, 03.mar 2008

Hehehe wygląda na to Kmieciu, że ze mna też się dobrze porozumiewasz :P
Choćbyśmy cały świat przemierzyli w poszukiwaniu piękna, nie znajdziemy go nigdzie, jeśli nie nosimy go w sobie.



Bądź moim aperitiv, rozpal zmysły, żeby życie smakowało lepiej.

Awatar użytkownika
Kuba
Robviously Robsessed
Robviously Robsessed
Posty: 1241
Rejestracja: 12:56, czw, 18.sty 2007
Lokalizacja: Łódź
Kontaktowanie:

Postautor: Kuba » 11:20, pn, 03.mar 2008

W rodzinie mam 5 strzelców i 2 lwy (nie zwierzęta :lol2:). Z tymi członkami rodziny porozumiewam się najlepiej, a do tego dochodzą jeszcze przyjaciele - dwoje lwów.
Odszedłem z Forum, jednak dalej jestem (parafrazując moje pierwsze posty) Największym Fanem Robbiego Williamsa. Pozdrawiam wszystkich fanów, którzy nadążają za nowymi pomysłami naszego idola i po prostu mu ufają. Dystans do samego siebie (i do robsesji) jest ważny, jednak nie należy z nim przesadzać. Mam zamiar do końca życia nazywać Robbiego Williamsa swoim ulubionym piosenkarzem (a liczę, że jeszcze długo pożyję). Pozostaję jemu jak i Wam
szczerze oddany Kuba K
.

Gość

Postautor: Gość » 17:49, pn, 03.mar 2008

Świetna harmonia :D
ja to z wszystkimi się dogaduję :D
taka uniwersalna jestem :D

Awatar użytkownika
Kuba
Robviously Robsessed
Robviously Robsessed
Posty: 1241
Rejestracja: 12:56, czw, 18.sty 2007
Lokalizacja: Łódź
Kontaktowanie:

Postautor: Kuba » 19:54, pn, 03.mar 2008

To chyba spod nowego znaku zodiaku jesteś. :lol2:
Odszedłem z Forum, jednak dalej jestem (parafrazując moje pierwsze posty) Największym Fanem Robbiego Williamsa. Pozdrawiam wszystkich fanów, którzy nadążają za nowymi pomysłami naszego idola i po prostu mu ufają. Dystans do samego siebie (i do robsesji) jest ważny, jednak nie należy z nim przesadzać. Mam zamiar do końca życia nazywać Robbiego Williamsa swoim ulubionym piosenkarzem (a liczę, że jeszcze długo pożyję). Pozostaję jemu jak i Wam
szczerze oddany Kuba K
.

Awatar użytkownika
Gringo
Robviously Robsessed
Robviously Robsessed
Posty: 570
Rejestracja: 17:48, śr, 28.mar 2007
Lokalizacja: Małogoszcz
Kontaktowanie:

Postautor: Gringo » 08:42, ndz, 09.mar 2008

Właśnie dzisiaj dokończyłem to czytać i muszę przyznac, że bardzo miło się to czyta :wink:

Ja jakby co jestem spod znaku bliźniąt i nie wiem z jakimi znakami się dobrze porozumiewam,a pozatym nie wierze w horoskopy, zresztą jak może ,,Wenus zapewnić dużą dawke emocji w sprawach sercowych""?

Wziąłem właśnie gazet i patrze na horoskop i powiedzcie mi co nadzwyczajnego z tego wynika:
,,Twoje dotychczasowe działania zostaną docenione. Nie zapominaj jednak o najbliższych. Poświęć im więcej czasu. Zaplanuj z rodziną wspólny weekend -najlepiej na łonie natury. Szczególnie udany dzień to sobota"
I co w tym nowego, wiadomo,że należy pamiętać o rodzinie i należy im poświęcać dużo czasu, a wspólny weekand na łonie natury to dobra rzecz.

Dlatego właśnie nie wierzę w horoskopy :madrala:
Obrazek

Awatar użytkownika
Anek
Fan
Fan
Posty: 41
Rejestracja: 08:29, czw, 21.kwie 2005
Kontaktowanie:

Postautor: Anek » 11:21, sob, 13.lut 2010

Nasz Robert- Wodnik ma dziś urodziny :D Ciekawe co też dostanie na prezent i jak je spędzi... :mysle: Cóż, choć tego nigdy nie przeczyta, to i tak życzę optymizmu i spełnienia marzeń :lol2:

Awatar użytkownika
Agusia
Robviously Robsessed
Robviously Robsessed
Posty: 1021
Rejestracja: 19:16, pn, 12.lut 2007
Lokalizacja: Trójmiasto

Postautor: Agusia » 13:58, sob, 13.lut 2010

Ja też dołączam się do życzeń,i życzę Robbiemu wszystkiego co najlepsze na dalszej drodze kariery jak i też drodze życia ;-* KOCHAMY CIĘ ROB :roselove:


Wróć do „Prasa, książki i inne publikacje”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron