Trasa "Close Encounters" 2006

Dyskusje o koncertach Robbiego.

Moderator: Moderatorzy

kingus

Postautor: kingus » 08:27, pt, 03.lis 2006

a ja wczoraj liczyłam procentowy udział piosenek ktore mi się najbardziej podobają na kżdej płycie i powiem wam że na Rudeboxie nie było z pewnością najmniej :D :lol: :lol:

Mav

Postautor: Mav » 19:51, ndz, 10.gru 2006

Robbie Williams shines

December 1st, 2006, Perth

FIREWORKS heralded the biggest concert in Perth’s history and the start of Robbie Williams’ highly anticipated Close Encounters Australian tour. The atmosphere at Subiaco Oval was palpable as about 40,000 fans jostled for that all-important first glimpse of pop superstar Robbie Williams. Flames shot into the air as the enormous arrangement of semi-circular screens started a digital countdown. Voices of 40-somethings joined the 14-year-olds. Men’s baritones joined in with more high-pitched counting.
Rising from the ground amid streams of vertical smoke - and decked out in a black jacket, jeans, a blue scarf and Terminator-like shades - was Robbie Williams. The screams were deafening. “Radio” heralded the arrival. Stopping a moment to bask in the adoration, Williams soon got down to business - skipping around the stage and intermittently singing along with his backing singers. Singing took a backseat to the necessary posturing and posing. This is what the crowds came to see. Williams immediately acquainted himself with the cameras, which tracked his every move. Looking straight into the lens, his face beamed around Subiaco Oval on the massive screens, Williams intimately told 40,000 people, “I love you”.
“Good evening everybody,” he bellowed. “I am Robbie Williams and this is my show.” And what a show it was. In the style of an old variety performance or a Vegas stage show, Williams took on the role of entertainer. He danced, joked, parodied, pranced and teased the audience. Singing was not his priority and why should it be? It was almost unnecessary as backing tracks and back-up singers took care of the particulars. Williams’ priority was to take care of the crowd - and he certainly did that. Visually, the show was spectacular. Shaped like a massive horseshoe, the amazing stage had enough lights to power a small town. No expense was spared with dazzling light shows, fireworks, smoke, flames and lasers.
Amid that shiny setting, Williams was like a diamond in the rough. A scruffy scoundrel with an often dirty mouth and cheeky smile. The kind of man every woman wants to save from himself and every man (and oh yes there were quite a few) wishes he could be. A cross between a swaggering Mick Jagger and Jack Nicholson in The Shining, Williams often looked manic and demented, but as quickly turned earnest and endearing, showing an uncanny knack to mesmerise a stadium full of people. In a recent interview, Williams said who he was on stage was not who he was in real life. “I am basically doing an impression of what I think a rock star or pop star is.” While he does it well, it is Williams that is lying just below the surface, the one that appeared when he was moved almost to tears at the end of “Angels”, the Williams we get glimpses of when he stops hamming it up, that truly intrigues.
But this was a show, a dazzling, bewildering stage show and as the captain of the ship, Williams simply must be larger than life. While watching The Rocky Horror Picture Show recently, Williams discovered his theatrical on-stage persona had more than a little in common with the film’s Frank N. Furter. “The walk, the singing, the facial expressions - it’s uncanny,” he said. Indeed it was.
Williams played it up to full effect during “Tripping”, while “Monsoon” proved a crowd-uniting moment with arms waving side to side. Often stopping for lengthy chats with the audience, Williams, the eternal playboy, lamented the lack of visitors at his hotel. “There is nobody there,” he said. “NOBODY”. No doubt that will change. He also asked why there were no old people in Perth. “I haven’t seen any old people. What have you done with them?” He baited the audience with: “I do believe Kylie arrived in town today”, but hopes that she would appear for a duet on show-closer “Kids” proved fruitless. As he introduced new song “Love Light”, Williams joked: “Don’t worry, it’s not Rudebox”. Good-naturedly acknowledging the widespread panning of his recent single. He saved that for the encore.
English television presenter, actor and musician Jonathan Wilkes joined Williams for the duet they recorded for Robbie’s Swing When You Are Winning album, “Me and My Shadow”. Wilkes stuck around to ham it up on a hilarious rendition of The BeeGees’ hit “Stayin’ Alive” and “Strong”. Together the pair were like a madcap comedy duo, tripping over each other, joking and jostling.
The only hint that Williams was tired came when he told the crowd: “We are going to do a strong called…” “Did I really say that? I’m f**king jet-lagged.” Williams gave a nod to his boy band days with a version of “Back For Good” by Take That. It was followed by “Advertising Space”, “Come Undone” and “Feel”. “I’m not sure I understand,” Williams said over and over before bidding the audience goodnight. The encore kicked off with the blazing “Let Me Entertain You”. Fireworks shot into the sky and everywhere people were on their feet, clapping and dancing along, as Williams, now decked out in an Adidas tracksuit top, ran around the stage. Rudebox was next, followed by showstopper “Angels”. Williams was visibly moved by the sing-along and resounding applause.
Then with “Kids” it was all over. Williams thanking the crowd profusely. And again it was there. That touch of humility and that slightly melancholic air. The little boy lost on his multimillion-\dollar stage.
PerthNow






Olśniewający Robbie Williams

1 grudnia 2006, Perth

Fajerwerki ogłosiły rozpoczęcie największego koncertu w historii Perth oraz oczekiwanej z utęsknieniem australijskiej części trasy Robbiego Williamsa „Close Encounters”. To oczywiste jaka była atmosfera na stadionie Subiaco Oval gdy 40.000 fanów walczyło o to tak ważne pierwsze spojrzenie na supergwiazdora popu Robbiego Williamsa. Gdy ogromne, półokrągłe ekrany rozpoczęły cyfrowe odliczanie, w niebo wystrzeliły płomienie. Głosy 40-latków dołączyły do głosów 14-latków. Męskie barytony połączyły się w odliczaniu z głosami o wyższych rejestrach.

Wyrastając spod ziemi wśród pionowych słupów dymu – ubrany w czarną marynarkę, jeansy, niebieski szalik i rzucając cienie jak Terminator – pojawił się Robbie Williams. Krzyki były ogłuszające. Jego przybycie ogłosiło „Radio”. Zatrzymał się na chwilę, aby porozkoszować się uwielbieniem, a następnie przeszedł do rzeczy skacząc po scenie i od czasu do czasu śpiewając wraz ze swoim chórem. Śpiewając powrócił do niezbędnych ruchów i póz. Właśnie po to przybyły tłumy. Williams natychmiast zaznajomił się z kamerami, które śledziły jego każdy ruch. Patrząc prosto w obiektyw, w wyniku czego jego twarz rozbłysła na każdym z ogromnych ekranów na Subiaco Oval, Williams intymnie powiedział 40-stu tysiącom ludzi: „Kocham was”.

Dobry wieczór wszystkim” zaryczał. „Nazywam się Robbie Williams i to jest mój show.” A co to był za show. W stylu dawnego variety albo scen Las Vegas, Williams przejął rolę enterteinera. Tańczył, żartował, parodiował, wygłupiał się i podjudzał publiczność. Śpiewanie nie było najważniejsze, ale dlaczego miałoby być? Było niemal niepotrzebne, bo o to zadbali wspierający go chórzyści. Priorytetem Williamsa było zajęcie się tłumem – i to mu się z całą pewnością udało. Show był wizualnie spektakularny. Ułożona w podkowę, olśniewająca scena pobierała wystarczająco dużo energii aby zasilić małe miasto. Nie oszczędzano na zniewalającej grze świateł, fajerwerków, dymu, płomieni i laserów.

W centrum tego oszałamiającego planu Williams był jak nieoszlifowany diament. Niechlujny łajdak z niecenzuralną gadką i bezczelnym uśmiechem. Mężczyzna, którego każda kobieta chciałaby ocalić przed nim samym, a którym każdy facet (oj tak, było ich sporo) chciałby być. Skrzyżowanie miedzy dumnym Mickiem Jaggerem a Jackiem Nicholsonem w „Lśnieniu”. Williams zawsze wygląda na obłąkańca i szaleńca, ale potrafi szybko zmienić się w poważnego i wrażliwego, ujawniając zdumiewający talent do zahipnotyzowania stadionu pełnego ludzi. We wcześniejszym wywiadzie Williams powiedział, że osoba, którą jest na scenie, nie jest osobą, którą jest w prawdziwym życiu. „Zasadniczo robię to, co wydaje mi się, że powinny robić gwiazdy rocka czy popu.” Robi to świetnie, ale tuż pod tą powłoką jest prawdziwy Williams i to on właśnie ukazał się pod koniec „Angels”, wzruszony niemal do łez, ten Williams na którego możemy spojrzeć, gdy przestaje szaleć, ten który naprawdę intryguje.

Ale to jest show, oszałamiający, zdumiewający show sceniczny i Williams jako kapitan statku po prostu musi być większy niż życie. Williams spostrzegł ostatnio, gdy oglądał „Rocky Horror Picture Show, że jego teatralne, sceniczne wcielenie ma wiele wspólnego z filmem Franka N. Futera. „Chód, śpiewanie, mimika twarzy – to zadziwiające” – powiedział. Faktycznie zadziwiające.

Williams w pełni zaprezentował to, o czym mówił podczas wykonywania „Tripping”, a „Monsson” dowiódł jedności machającego rękoma tłumu. Często zatrzymując się na długie pogawędki z publicznością, Williams, odwieczny playboy, rozpaczał nad brakiem odwiedzin w jego hotelu. „Nikogo tam nie ma” – powiedział. „NIKOGO”. To się bez wątpienia zmieni. Spytał też dlaczego w Perth nie ma starych ludzi. „Nie widziałem żadnych starych ludzi. Co z nimi zrobiliście?” Nęcił publiczność mówiąc: „Naprawdę wierzę, że Kylie jest dziś w mieście”, ale nadzieje na to, ze pojawi się ona aby zamknąć show śpiewając w duecie „Kids” okazały się bezowocne. Przedstawiając nową piosenkę, „Lovelight”, Williams zażartował: „Bez obaw, to nie ‘Rudebox.’” Z dobrego serca poinformował o powszechnym negatywnym stosunku do swojego poprzedniego singla. Zostawił go sobie na bis.

Angielski prezenter telewizyjny, aktor i muzyk Jonathan Wilkes dołączył do Williamsa aby zaśpiewać w duecie, który nagrali na album Robbiego „Swing When You Are Winning”, „Me And My Shadow”. Wilkes pozostał na scenie aby wykonać komiczną wersję hitu „Bee Gees”, „Stayin’ Alive” i „Strong”. Para ta stwarzała wrażenie szalonego duetu komediowego, biegając wokół siebie, żartując i walcząc ze sobą.

Jedyna chwila, gdy Williams był zmęczony, nadeszła gdy oświadczył tłumowi: „We are going to do a strong called*… Naprawdę to powiedziałem? Jestem kurewsko zestresowany.” Williams ukłonił się w stronę swoich dni w boy bandzie śpiewając piosenkę „Back For Good” autorstwa Take That. Potem zaśpiewał „Advertising Space”, „Come Undone” i „Feel”. „I’m not sure I understand” („Nie jestem pewien, czy rozumiem”) powtarzał przez długi czas Williams zanim powiedział widowni dobranoc. Bis rozpoczął się od oślepiającego „Let Me Entertain You”. W niebo wystrzeliły fajerwerki i wszyscy poderwali się na nogi, klaszcąc i tańcząc, gdy Williams, teraz ubrany w bluzę Adidasa, biegał po scenie. Następny był „Rudebox”, a po nim kończące show „Angels”. Williams był wyraźnie wzruszony śpiewającym wraz z nim tłumem i niemilknącymi brawami.

Wraz z końcem „Kids” było po wszystkim. Williams obficie dziękujący tłumowi. I znowu to, co zawsze wraca. Dotyk skromności i to delikatnie melancholijne powietrze. Mały chłopiec zagubiony na swej scenie za kilka milionów dolarów.

PerthNow

*pomylił się i zamiast "song" (piosenka) powiedział "strong" czyli wyszło, że zaśpiewa teraz "strong" pod tytułem, a nie piosenkę pod tytułem...

Awatar użytkownika
marek
Uzależniony od forum
Uzależniony od forum
Posty: 354
Rejestracja: 16:41, czw, 01.wrz 2005
Lokalizacja: chorzow
Kontaktowanie:

Postautor: marek » 20:33, ndz, 10.gru 2006

Zazdrosze im znów chciałbym sie znalezc pod scena tak jak w budapeszcie :( :(
Obrazek

kingus

Postautor: kingus » 20:58, ndz, 10.gru 2006

we are going to do a strong :hahahahaha: ach te neologizmy Robbowe :lol:

Awatar użytkownika
Agnieszka
Robviously Robsessed
Robviously Robsessed
Posty: 1144
Rejestracja: 18:47, pn, 31.lip 2006
Lokalizacja: Krosno
Kontaktowanie:

Postautor: Agnieszka » 21:08, ndz, 10.gru 2006

:hahahahaha: Nooo mała wpadka z tym strong.......A tak to Robbie w swoim show prezentuje dalej te same elementy :wink:
Obrazek

Something beautiful will come your way:)

Awatar użytkownika
Alida
Super Max Robviously Robsessed
Super Max Robviously Robsessed
Posty: 3434
Rejestracja: 22:26, pn, 22.lis 2004
Lokalizacja: Niemcy
Kontaktowanie:

Postautor: Alida » 22:49, ndz, 10.gru 2006

Dzieki Mav za tlumaczenie :D
Obrazek
''If God closes the door...he opens the window'';)

Mav

Postautor: Mav » 10:03, pn, 11.gru 2006

Spoko.
Szukam czegoś o Sydney. Na razie jedyne co znalazłam to jakieś krótkie artykuliki, że Rob jest super a ludzie mdleli i wogóle dymy, ognie, najepszy show w historii i takie tam, generalnie nudy...
Jak się natkniecie na jakąś porządnę recenzję z Sydney to dajcie znać.

Awatar użytkownika
...Aguśka...
Max Robviously Robsessed
Max Robviously Robsessed
Posty: 1950
Rejestracja: 15:54, ndz, 20.lis 2005
Lokalizacja: Będzin

Postautor: ...Aguśka... » 14:42, pn, 11.gru 2006

That touch of humility and that slightly melancholic air. The little boy lost on his multimillion-\dollar stage.
Dotyk skromności i to delikatnie melancholijne powietrze. Mały chłopiec zagubiony na swej scenie za kilka milionów dolarów.


To chyba coś co z jednej strony wszyscy wiemy a z drugiem w żadnym razie nam się to w głowie nie mieści.
Dzieki Mav jak zwykle jesteś niezastąpiona
Obrazek


Wróć do „Koncerty”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron